sobota, 18 marca 2017

I żyli długo i szczęśliwie… wbrew Wam wszystkim.



Przychodzi taki moment w życiu, gdy uświadamiasz sobie, że wszystko co mówią o tobie jest prawdą. Tak… jestem złośliwa i uparta. Lubię krzyknąć i postawić na swoim. I tak, jestem pewna swego, niezależnie jak bardzo dla innych moje pomysły wydają się nierealne do spełnienia. Mieszanka tych wszystkich cech pozwoliła mi być sobą. Bardzo szczęśliwą sobą. Gdy 8 lat temu poznałam mojego męża potrafiłam zabić wzrokiem każdego, kto rzucał durne formułki, które zwykło się wygłaszać w takich sytuacjach: „jesteście młodzi, teraz wam się wydaje, że to miłość, ale zobaczycie, że jeszcze na pewno znajdziecie sobie kogoś innego”, „zamieszkacie razem to na pewno pokłócicie się i będzie tylko problem co z mieszkaniem…”. Był jeszcze mój ulubiony: „jak będziesz się tak zachowywać względem M to na pewno z tobą nie wytrzyma”.



Wszystkim tym, którzy w nas nie wierzyli życzę szczęścia w życiu. Ponieważ głęboko wierzę, że miłość taka jak nasza otwiera oczy na życie i uczy odwagi. Zastanówcie się, czy jest sens wygłaszać tak bezmyślnie swoje zdanie o innych. Czy kiedyś nie będzie wam głupio, gdy po 8 latach spotkacie tą parę, idących za rękę, uśmiechniętych i żywo dyskutujących o spełnianiu marzeń, które jeszcze przed nimi.

Wszystko to co napisałam powyżej ma tylko jeden cel. Najlepsza lekcja życia jaką udało mi się przyswoić. Jeżeli coś was bezpośrednio nie dotyczy, po prostu to zaakceptujcie. Nie próbujcie radzić komuś, kto o radę nie prosił. Ja często powtarzam, że „coś mnie nie obchodzi”. Bo tak właśnie jest. Nie obchodzi mnie, że Tamta zrobiła sobie tatuaż i NA PEWNO będzie żałować na starość jak skóra jej się pomarszczy. Nie obchodzi mnie, że Sąsiadka ma młodszego od siebie faceta. Nie obchodzi mnie nawet, że Wujek nie przyjdzie na wesele, bo się obraził na Wujka nr 2. Gdyby dla niego było ważne to by być z Parą Młodą nic by go nie zatrzymało. A jeżeli to nie jest dla niego ważne, to po co żałować? Nie obchodzi mnie też, że córka siostry Halinki od Zbyszka rzuciła studia. „Jak to nie wiesz jakiego Zbyszka? No tego co jak byłaś mała dał ci czekoladki na urodziny, gdy przyjechał w odwiedziny do wujka Henia.”

Może rzeczywiście to takie straszne? Tylko ja nic na to nie poradzę. NIE OBCHODZI MNIE TO. Wiesz za to, co mnie obchodzi? Na przykład to, że budzę się rano i mam do kogo się przytulić. Że nie muszę gotować dla jednej osoby i jeść w ciszy. Cieszy mnie, gdy wracam do domu i mój ukochany kot czeka na mnie pod drzwiami, bo tęsknił. Doceniam, że mogę zadzwonić do Mamy i Taty, a nawet do Teściowej i Teścia i zawsze mnie wysłuchają. Jestem wdzięczna życiu za pracę, do której chodzę z przyjemnością. Jestem szczęśliwa, że mogę podróżować bez kontroli na granicach. I że mogę wyjść na rower i pojechać pod Wawel, bo mieszkam w pięknym Krakowie.

*Wpis ten dedykuję mojemu ukochanemu Mężowi, za miłość, oddanie i wsparcie. I za wczorajsze słowa „nic nie poradzę, że jestem szczęśliwy, tylko gdy się uśmiechasz”…

niedziela, 5 marca 2017

Smakuj życie – Indonezja – Bali, Lombok, Gili Meno



            W nawiązaniu do poprzedniego posta, dzisiaj pierwszy wpis z serii „Smakuj życie”. Podróże są dla mnie nieodłączną cząstką mojego życia i nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby mnie zatrzymać na dłużej w jednym miejscu. Dlatego postanowiłam stworzyć cykl wpisów o tym gdzie byłam, co zobaczyłam, czego spróbowałam i co jadłam. Mini poradnik i przewodnik, choć bardziej zbiór najlepszych wspomnień mojego życia.
Dzisiaj napisze o mojej pierwszej podróży do Azji, a zarazem ostatniej jaką odbyłam. Korzystam z niezatartych jeszcze wspomnień. Ta wyprawa była dla mnie wyjątkowa, ponieważ stanowiła moją wymarzoną podróż poślubną. Tyle tytułem wstępu.

Za co pokochałam azjatycką kuchnię?

Nigdy do końca nie wiedziałam co dostanę na talerzu. 




Ile restauracji tyle wersji Nasi Goreng i Mie Goreng, czyli smażonego ryżu lub makaronu. Zawsze gdy chciałam się najeść zamawiałam właśnie te dania. Siła tkwi w prostocie. Jednak jedyne czego możecie być pewni to że dostaniecie ryż Dostaniecie też jajko, z reguły wmieszane w danie na patelni jak jajecznica, ale wersja z jajkiem usmażonym i położonym na wierzch też się zdarza. Zamawiając wersję z kurczakiem, również możecie być pewni, ze ten kurczak tam się znajdzie, ale czy nie będzie kotletem w panierce już nie mogę wam obiecać… Tak czy siak, jest to obowiązkowy punkt programu w azjatyckim menu!

Niesamowity sos orzechowy!

Satay/Sate –dwie nazwy smak ten sam! Bardzo proste danie, ponieważ są to po prostu szaszłyki z kawałków różnych gatunków mięsa, grillowane i podawane z wyśmienitym sosem orzechowym. Za tym sosem tęsknię najbardziej. Mogłabym go jeść codziennie! Dla wszystkich miłośników masła orzechowego jest to coś najlepszego na świecie.  Na Bali mieliśmy przyjemność jeść to danie podawane na „mini grillach” , które utrzymywały temperaturę dania. Bardzo fajny patent, który sprawiał, że nie tylko brzuch ale i oczy się najadły.

Zupa niczym polski kapuśniak - soto ayam


Po całym dniu zwiedzania, moim ulubionym momentem dnia był ten, gdy zasiadałam do stolika i czekałam na zamówione danie. Gdy pewnego dnia moje zmęczenie sięgało zenitu otworzyłam kartę szybko zerknęłam i wybrałam danie o nazwie która nic mi nie mówiła. W opisie dostrzegłam tylko słowa makaron i kurczak. To wystarczyło mi do pełni szczęścia. Moje zdziwienie było ogromne, gdy otrzymałam zupę z kurczakiem i makaronem. Gdybym wiedziała co zamawiam pewnie nigdy bym się nie zdecydowała na zupę. A tak miałam okazję zjeść cos na kształt kapuśniaku z pomidorem i jajkiem na twardo. Syte i całkiem smaczne, mimo że nie przepadam za kapuśniakiem w polskiej wersji. Warto próbować wszystkiego.

Ryby i owoce morza


I te grillowane i te w liściu bananowca. I w ogóle wszystkie. Zawsze świeże i doskonale przygotowane.

Owoce


O owocach na pewno powstanie osobny wpis. W każdym razie jadąc do Azji zrobiłam sobie cała listę owoców, które koniecznie muszę spróbować i które akurat można dostać. W lipcu i sierpniu niestety lista znacznie się kurczy, ze względu na porę suchą… Mój ulubieniec: mangostan! Owoce w Indonezji jadłam cały czas. Na śniadanie, na plaży prosto od pani noszącej je w koszyku na głowie, na targu. Pokochałam papaję, której w Polsce nienawidziłam. Ale jak mogła mi smakować taka przewieziona przez pół świata?

Soki i młode kokosy


Alkohol w Indonezji jest bardzo drogi, a woda szybko brzydnie, gdy ze względu na upały pije się jej kilka litrów dziennie. Niezastąpione w tej sytuacji stają się soki. W mało której restauracji kupi się sok z kartonu. Królują te świeżo wyciskane i blendowane. Na plaży obowiązkowo kokosy. A wszystko to za raptem kilka złotych po przeliczeniu. Ja osobiście pokochałam wersję limonkową, mocno orzeźwiającą.

Wielu rzeczy nie opisałam, ale nie sposób zebrać to wszystko w jeden post, który nie zanudziłby wszystkich na śmierć. W razie jakichkolwiek pytań, chętnie odpowiem…

 Jakość zdjęć jest tragiczna, ale to głównie z powodu mojej niechęci do strzelania lampą błyskowa w oczy innym ludziom podczas posiłku i ustawiania kadru przez 10 minut, gdy jedzenie stygnie. :)
Pozdrawiam, K.

wtorek, 21 lutego 2017

Jedzenie w podróży - smakuj życie!



Jedzenie sprawia mi radość. Jedzenie w podróży to szczęście do kwadratu! Najbardziej we wszystkich wyjazdach cenię sobie możliwość poznawania innych kultur. W wielu krajach spożywanie posiłków jest traktowane jako swoista ceremonia dnia powszedniego. Jeżeli chcemy poczuć tę magię musimy stać się jej częścią. Dzisiaj kilka zasad, którymi kieruję się w podróży. Zasad, dzięki którym, nie umiem powiedzieć która kuchnia jest moją ulubioną, bo w każdej odkryłam coś wyjątkowego. 


1. Odrzuć pizzę i burgery. Nawet nie patrz w stronę Mc`Donalda.

Uwierz mi, ja też kocham ciągnący się ser na pizzy, czy soczystą wołowinę w bułce. Czasem o niczym innym nie marzę bardziej i wtedy nigdy sobie tego nie odmawiam. Ale naprawdę niech będzie to wyjątek od reguły. Podejdź do tematu tak: dobrą pizzę zjesz w prawie każdym miejscu na świecie. Wystarczy spojrzeć na Polskę. W prawie każdej wsi jest pizzeria, nawet jeżeli jest to jedyny lokal gastronomiczny w okolicy. A teraz zastanów się gdzie w twojej okolicy znajdziesz prawdziwą kuchnię gruzińską, turecką, francuską? Chyba będzie trochę trudniej. Co więcej, nawet jeżeli trafi się taka restauracja, to czy serio myślisz, że ta ryba, którą masz na talerzu, smakuje tak samo, jak ta prosto z portu?

2. Zrób listę regionalnych potraw

Mała karteczka i szybki research przed wyjazdem ułatwią ci podjęcie decyzji czego warto spróbować w danym mieście. Czasami nazwy w kartach nic nam nie sugerują. Mnie zdarzyło się na Bali zamówić makaron z kurczakiem, który okazał się zupą na bazie kury z makaronem.
Oczywiście zasada ta dotyczy również deserów i napojów.

3. Niech nic cię nie dziwi.

Makaron spaghetti z królikiem brzmi dziwnie. Jajko na twardo do ryby chyba jeszcze gorzej. Gdybym nie wiedziała, że nie jest to wymysł kucharza, a lokalny przysmak, nigdy nie odważyłabym się tego zamówić. Ale skoro inni to jedzą to nie może być złe. Ryzykuj! Kto nie ryzykuje ten nie ma.

4. Nie oburzaj się!

Najgorszy klient to klient maruda. Trzeba poczekać, to czekaj. Jesteś na wakacjach, nigdzie ci się nie spieszy. Chyba, że preferujesz mrożone półprodukty? Mężczyzna dostał danie przed kobietą? W niektórych krajach tak to działa. Pamiętaj, że jesteś w gościach. Tak jak ty nie chcesz, żeby ktoś ci się rządził u ciebie w domu, tak uszanuj to u innych.

5. Pytaj, jeśli jesteś ciekawa.

To dużo lepsze wyjście od punktu 3 i 4. To nie jest złe, że czegoś nie wiesz. A lokalnym restauratorom na pewno będzie miło, że interesujesz się ich regionem, produktami czy historią.

6. Dostosuj się do rytmu dnia

Jedz leniwe i obfite śniadania. Pamiętaj, że istnieje coś takiego jak siesta. I świętuj każdy posiłek. Ja rozumiem, że masz napięty grafik i już jesteś spóźniony do atrakcji nr 2. W takim razie zatrzymaj się w pobliskiej cukierni, lub na targu owoców, zaopatrz się i tylko błagam… Nie narzekaj. Przecież nie jesteś tu za karę.

7. Wybieraj lokale pełne ludzi.

Owszem, będziesz musiała zaczekać na wolny stolik, a czas oczekiwania na danie się wydłuży. Tylko zastanów się, dlaczego właśnie tutaj jest pełno, gdy w lokalu za ścianą jedyna osobą jest  nadąsana kelnerka. A co gdy lokal nie wygląda zbyt zachęcająco? Nie ma białych obrusów, siedzi się na plastikowych krzesłach ogrodowych?  No pewnie, że możesz tam nie wchodzić. To twoje wakacje i tobie ma być dobrze, ale czasami warto zaryzykować.